Nawigacja
Strona Główna
Artykuły- Dzieje Krzeska i Podlasia .
Galeria fotografii
Linki które polecam.
Forum
Kontakt
Szukaj







Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych użytkowników: 37
Najnowszy Użytkownik: kasio
Witam na stronie "Dzieje Krzeska Królowa Niwa".
Image and video hosting by TinyPicNazywam się Jan Aleksandrowicz pochodzę z Krzeska mieszkam w Siedlcach.Moje hobby: dzieje Krzeska Królowa Niwa,obyczaje ludowe,historia szkół do których uczęszczałem,fotografia, stare zdjęcia, fotofora, antyki, motoryzacja-stare samochody, drzewo genealogiczne, zwiedzanie nowych nieznanych (ciekawych) miejsc, poznawanie kultur... Strona poświęcona jest Dziejom Krzeska Królowa Niwa- okolic i regionu, historii rodów po mieczu i kądzieli. Praca nad stroną trwa. Będę wdzięczny za wszelkie uwagi. Proszę pisać na adres: ajan@tlen.pl.Mój profil http://nasza-klasa.pl/profile "Każdy z nas śmiertelników podąża drogą życia. To w jaki sposób przez tą drogę przejdziemy, jak skorzystamy z danych nam darów, zależy od nas, od naszego postępowania, uczynków. Zastrzeżenie prawne.Prawa autorskie oraz inne prawa własności intelektualnej do wszystkich treści, fotografii zamieszczonych i zawartych na niniejszej stronie internetowej stanowi zbiór Jana Aleksandrowicza i mogą być wykorzystywane wyłącznie za jego zgodą.Kopiowanie udostępnianych w tym miejscu treści możliwe jest jedynie do użytku osobistego.Podstawa prawna: Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631 z późn. zm.).
kliknij: Młyn rodziny Kalickich z Grochówki i młyny z okolic. Młyn rodziny Kalickich z Grochówki
Młyn rodziny Kalickich z Grochówki
Opracowanie rozpoczęto pisać na komputerze 18 lutego po Środzie Popielcowej 2010 roku , dopisywano 6 kwietnia , 23 kwietnia, 2 i 4 maja ,od 14 do 22 maja
z tą datą 22 maja nagrano na płytkę CD.
Pierwsze młyny wodne i wietrzne pojawiły się na ziemiach polskich już w średniowieczu, ale dopiero od XVI wieku zaczęły się upowszechniać . Młyny te być może trafiły do Europy z Bliskiego Wschodu podczas Wypraw Krzyżowych ; są jednymi z najstarszych maszyn jakie stworzył – wymyślił człowiek.
W czasach Stanisławowskich dość poważnie wzrosła liczba wiatraków na przedmieściach Warszawy- szczególnie typu holendry z Marymontu i Młocin budziły ciekawość mieszkańców. Ludność stolicy udawała się na wycieczki, aby podziwiać te młyny wietrzne.
Jedna z dzielnic Warszawy, ze względu na posiadanie w ub. wieku ponad 50 wiatraków do dziś dnia zachowała nazwę regionalną „Młynów „
Złotym wiekiem dla wiatraków okazał się wiek XIX – wtedy najliczniej były one budowane .
Więcej o wiatrakach będzie mowa w dalszej części opracowania.

& i &
Murowany , a nie drewniany młyn w Grochówce poruszany sinikiem spalinowym zwany popularnie „Parowcem” został zbudowany w początkach XX wieku . Trudno jest mi określić w jakim czasie i gdzie zbudowano pierwsze młyny w miastach tj. Łukowie, Siedlcach czy Międzyrzecu Podl. zapewne w najbliższych wsiach młynów motorowych nie było.
W powiecie radzyńskim przykładowo w 1900 roku było 13 młynów parowych, w 1905 roku 8 , w 1910 – 2 młyny, młynów wodnych 20 , natomiast wiatraków 136 .
Taka sytuacja wynika z faktu , że tereny najbliższe nie należą do bogatych w jakieś małe zakłady przemysłowe. Co prawda w Międzyrzecu Podl. była odlewnia żeliwa i produkowano drobne narzędzia rolnicze, mnóstwo natomiast było szczeciniarni - 32, była też fabryka odsadek , zabawek i zapałek , fabryk mydła 3 .

Przyjmijmy umownie, że budowę młyna w Grochówce rozpoczęto tuż po 1910 roku .Pierwszy zapis dotyczy 1913 roku w Biurze Notariusza Romana Uszyńskiego mającego swoją kancelarię w mieście gubernialnym w Łukowie. /Grochówka od czasu utworzenia powiatów w zaborze austrowęgierskim /Galicji / ok. 1850 – 1870 r. aż do końca 1955 roku należała do powiatu łukowskiego Wówczas to firma czy też bank „Benesz i Syn” udziela Józefowi Kalickiemu z Grochówki pożyczki hipotecznej w kwocie 10.400 rubli . Zapis notariusza odręcznym pismem w języku rosyjskim trudny jest do odczytania i do całkowitego zrozumienia .Zapis , jak się zorientowałem zawiera także zapis z danymi : Szczepan Bobryk. Słyszałem kiedyś opowieść, że Bobryk otrzymał od dziadka Józefa plac z zabudowaniami stare siedlisko za pomoc przy budowie młyna .
Jak to właściwie było – nie rozumiem , a może ktoś słyszał coś na ten temat . Czy dalszy zapis notariusza dotyczy pożyczki na budynek czy pożyczki na wyposażenie w niezbędne , najważniejsze maszyny jak ; motor spalinowy, mlewniki -- walce .

Do opracowania dołączone będą na końcu kopie aktów prawnych i inne dokumenty, które udało się odnaleźć w domu rodzinnym .
Budowniczy młyna Józef Kalicki w 1913 roku / czas budowy młyna / ma już za sobą przeżytych 46 lat , a dorobku małżeńskim dwóch synów i pięć córek , najmłodszy syn Janek ma zaledwie 2 lata, a starszy syn Wacław 9 lat . Józef z całą swoją rodziną mieszka we wsi w drewnianym domu , a młyn buduje na wprost swego siedliska przy szosie przy tzw. trakcie brzeskim . Odległość od dawnego drewnianego domu i całego obejścia gospodarstwa to ok. 800-1000 m w linii prostej, jednak przy patrzeniu gołym okiem widać było zapewne postępy budowlane przy wznoszeniu budynku młyna.
Jeszcze kilka słów o Józefie i jego rodzinie.


Józef syn Wincentego i Katarzyny z Wysokińskich . / Katarzyna siostra Konstantego Wysokińskiego też z Grochówki mieszkającego na zachodnim końcu wsi po północnej stronie wsi . Konstantego syn Bronisław w czasie okupacji był sołtysem wsi , a Bronisława syn to Czesław, dziś na tym siedlisku mieszka Czesława córka Wiesława „Wiśka” z męża Wereniuk /.
Dziadek Józef miał brata Franciszka / Wicka Kalickiego ojciec / i siostrę Mariannę za mężem Michałem Andrejewem / jeden z ich synów Andrzejewski – zmiana nazwiska był gdzieś w latach 1963 – 68 nauczycielem w szkole zawodowej w Radzyniu Podlaskim / .
Zaraz obok po sąsiedzku mieszkał mego pradziadka Wincentego brat Michał , który miał trzy córki ; Mariannę za mężem Franciszkiem Grochowskim , Amelię za Świderskim w Tęczkach i Mariannę za Franciszkiem Wierzejskim w Wesółce / ich dzieci Jadwiga, Stanisław, Michał ,/ Właśnie te dziewczęta Maria, Marianna i Amelia zwane były „Kaliccanki „
Józef budowniczy młyna ożeniony był we wsi Fiukówka za Łukowem bliżej Krzywdy z Józefą z domu Sobol. U Sobolów w domu było trzy dziewczyny, znany jest los jednej - wyszła za Kalickiego , dwóch pozostałych los nieznany, wszak żadna nie pozostała we wsi Fiukówka . Sobolowie dawniej odkupili trzecią część majątku ziemskiego Fiukówka, a ojciec czy dziadek /dawniej / Sobol zasiadał na ławie sędziów starostwa Łuków. Mowa była taka – zginął za serwitut przed wsią rodzinną w powrocie z sądu .
Józefa zmarła w Grochówce w wieku 45 lat w 1917 r… pozostawiając siedmioro dzieci przy ojcu . Tego też roku zmarł 10 letni jej syn Zygmuś .
Tak więc Józef został w wieku 50 lat wdowcem. Mój ojciec Wacław miał wówczas 13 lat, i jak mi tuż przed śmiercią opowiadał znakomicie orientował się w rozliczeniach składkowych wsadów na sztukę mąki. Taka była mowa ; dajcie rozliczyć sztukę Wacławowi, on to dobrze wyliczy ; ile jakiego sortu ma odebrać każdy , stosownie do przywiezionego zboża . Od czasu śmierci żony Józef do ślubu syna Wacława w 1935 roku , jak i też potem nie ożenił się powtórnie. Zmarł jako wdowiec w 1938 r . w wieku 71 lat .
Z opowiadania ojca Wacława wiem, że gdy miał lat ok. 15 został wysłany na Wschód do Brześcia by zawieść tam jakiegoś oficera rosyjskiego. O mały włos a mógłby nie wrócić, bo zaprzęg konny z wozem żelaznym drabiniastym był cennym w tamtym czasie łupem nie tylko dla rabusi, ale także dla zwykłych ludzi podczas zawieruchy wojennej .
Trudno jest ustalić od kiedy dziadek Józef posiadał strzelbę myśliwską, ale wiadomo jest , że bywał na polowaniach w dobrach ziemskich dziedzica Marchockiego , a Zygmunta Marchockiego siostra Janina bardzo dobrze jeździła konno i też lubiła polować .O tym ,że był myśliwym i miał strzelbę myśliwska zorientowałem się po zdjęciach i po portrecie namalowany przez nieznanego artystę m, który prawdopodobnie ożeniony z Żydówką potem w latach 50 – tych konserwował i odnawiał obrazy na terenie Torunia. Wiadomość z Radia Maryja ok. 2 lata wstecz .
Józef będąc właścicielem młyna był odpowiednią partią dla dziedziców ziemskich Krzeska . Potwierdzeniem tego jest fakt ,że Józef figuruje na wekslu bankowym / pieczątka młyna Grochówka i podpis . / wystawionym na Janinę Marchocką przez Bank Towarzystwa Ziemskiego w Warszawie .
Bank Towarzystwa Kredytowego ziemskiego mieścił się w tym samym budynku co i Polskie Radio rozpoczynające swoją działalność 1 lutego 1925 r / tego dnia bowiem został wyemitowany pierwszy program audycji radiowej przez pasjonatów PT Radiowych, ale stały już opracowany program radiowy nadawano dopiero od kwietnia 1926 roku / .
Kiedy w końcu roku 1935 do domu przyszła synowa z Krzymoszyc /gmina Tłuściec / Zofia Łukasiewiczówna ożenek Józefa już nie wchodził w rachubę . Czy młode małżeństwo Wacław z Zofią przyszło mieszkać do części mieszkalnej przy młynie – nic nie wiem na ten temat , faktem jest natomiast , że zaraz przystąpiono do budowy domu z cegły czerwonej tuż obok budynku młyna. Wybrano raczej nie przez przypadek nowy plac pod budowę od strony wschodniej .Później przy zapisie rejentalnym wpisano od strony wschodniej, a część łąki od strony południowej dla Wacława , zapisując zapewne w czasie jakiejś choroby w 1937 roku w domu w Grochówce przed wezwanym na miejsce notariuszem całą ziemię w areale 4 ha po połowie na dwóch synów . Józef wyznacza spłaty dla pięciu córek po 10 tys. złotych z odroczeniem na lat pięć , z których to część już otrzymali .
Wypis z wykazu hipotecznego księgi hipotecznej nieruchomości wsi Grochówka gminy Jakusze powiatu łukowskiego widnieje data 2/15 listopada 1913 r. i 6/19 kwietnia 1912 r.

Lata okupacji nie były korzystne dla prowadzenia młyna . Pewnego dnia był taki przypadek – zbierany przez okupanta kontyngent od chłopów zboża był składowany w starej stodole przy młynie, ustalono , ze jednej nocy miało wszystko zboże zniknąć , pewna grupa chłopów została uzgodniona i podczas jednej nocy zboże znikło .Nie słyszałem, aby ojciec miał z tego tytułu nieprzyjemności ze strony okupanta .
Pewnego też czasu przyszli niby partyzanci w dzień, pistolet przyłożyli do ust Mamy i gdzie klucz od piwnicy , brali co było i co chcieli – nie podano mi kto, lecz tylko to , że byli z okolic Łosic , a Taty nie było w domu .
Nie jestem zorientowany , czy zaraz po śmierci dziadka ,czy potem zgodnie z zapisem testamentowym działalność młyna prowadzona była tzw. tygodniówkami , co praktycznie przekładało się na taki system :
- w jednym tygodniu Wacław z upoważnienia sióstr Marianny Jasińskiej i Wandy Wierzejskiej prowadził przemiał dostarczonego przez chłopów zboża / wg własnych prowadzonych spisów dostawców / , wydawał odpowiednie sorty oraz prowadził przemiał na kamieniu zboża na śrutę dla inwentarza , jak też prawdopodobnie prowadził żyta przemiał na razówkę na kamieniu zwanym „francuzem „
- w drugim tygodniu brat Janek wraz ze wspólnikami Florianem Wierzejskim mężem Janiny
oraz Gardiasem Janem mężem Eugenii prowadził przemiał w takich samych asortymentach
Jak mi opowiadali znajomi i sąsiad Stanisław Grochowski s. Grzegorza zagęszczenie wozów konnych przed młynem w tygodniu Wacława było znacznie większe niż w tygodniu wspólników .
Mama Zofia w sposób doskonały wspierała swego męża Wacława nie tylko poprzez zastępowanie w przyjmowaniu zboża do przemiału , wydawaniu sortów mąk i otrąb, ale znakomicie spełniała rolę gospodyni domowej przy przyjmowaniu gości zarówno ze strony władz, przełożonych, ale także w stosownym czasie częstowała z dalszych stron klientów herbatą czy nawet nalewkami. Do tych klientów należeli między innymi / których zapamiętałem / :Strus , Śledź, Jary z Trzebieszowa, Jaszczuk Jan z Łukowiska , Komoszka z Krzymoszyc, Teresa Filipczuk z Krzeska Starego, Zosia Nowosielska z Wólki Kamiennej ,Irena Kozos rodem z Krzymoszyc .
Częstym gościem był P. Trochimowski z Łukowa i Piotr Tymoszuk z Warszawy jako przełożeni Kierownika Młyna, do gości zaliczać także trzeba zespoły inwentaryzacyjne coroczne.
Obowiązkowo też Mama podejmowała w czasie „kolędy „ księży , proboszczów parafialnych.
Te umiejętności przyjmowania gości nabyła w szkole w Zakopanem –Kuźnicach – w Szkole
Domowej Pracy Kobiet założonej i prowadzonej przez Generałową Zamojską od 1886 roku
do 1954 r..

Trudno mi zgadnąć , dlaczego tak to się układało . Domyślam się jedynie , ale nie dla przechwały i wywyższania – inna była Wacława retoryka obsługi i przemiału niż wspólników .

Podczas przynależności młyna do Gromadzkiej Rady Narodowej , gdy przewodniczącym był P. Stanisław Grochowski z Grochówki młyn jak i cała wieś została zelektryfikowana w 1966 roku, z dokumentów wiadomo , ze tak, a ponadto w spisach inwentaryzacyjnych widnieją osoby ; Pasiak Alfons sołtys Wesółki, Krasnodębski Roman agronom gromadzki, Zdzisława Krypa z Krzeska Nowego, Zdzisława Świderska z Tęczek oraz przedstawiciele nadzoru SIELECKICH Zakładów Przemysłu rolno – Spożywczego z siedzibą pod Jackiem w Siedlcach p. Skiba Aleksander,
przełożonym był pan Piotr Tymoszuk a kierowcą P. Zygmunt Skolimowski z Siedlec .


Późniejszy zapis z dnia 20 grudnia 1924 r. mówi , że wcześniejsze rygory hipoteczne / dotyczy zapewne pożyczki 10.400 rubli / scedowane zostały na rzecz Banku Handlowego w Łodzi oddz. w Lublinie z wniosku z dnia 18 lipca 1924 r. nr 38, a wykreślono na wniosek z dnia 3 września 1927 r. nr 65. Nie jestem w stanie rozstrzygnąć prawnie, co w związku z hipoteką ma firma lubelska „Herman Benesz i Syn „. Niniejszy akt notarialny sporządził Pisarz Hipoteczny przy Sądzie Grodzkim w Łukowie.
Wypis hipoteki wydano Józefowi Kalickiemu 9 listopada 1937 r.
/swoją własność Józef Kalicki rozpisał na dwóch synów Wacława i Jana/ .

Dalej w aktach znajdujemy umowę dzierżawną z dnia 15 sierpnia 1948 r.- młyn przekazuje się w dzierżawę Wincentemu Sikorzyńskiemu zam Międzyrzec Podl ul Zarówie 38 i Piotrowi Pietruczenko zam . Międzyrzec ul. Piłsudskiego 182 na okres jednego roku tj. do 15 sierpnia 1949 r. pod treścią umowy pieczęć okrągła Zarząd Miejski w Międzyrzecu i podłużna Burmistrz Miasta Międzyrzeca Podlaskiego.
Z przeprowadzonej rozmowy z byłym młynarzem z Międzyrzeca Podlaskiego p. Pawła Wojtowicza dowiedziałem się , że motor spalinowy do młyna w Grochówce został zakupiony w Międzyrzecu od Biernackiego czy też Pytlowskiego

Następny choć bardzo bolesny , a ważny akt to Rozporządzenie Ministra z 1951 r. o przejęciu na rzecz Skarbu Państwa Młyna Braci Kalickich Wacława i Jana w użytkowanie przez Gminną Spółdzielnię „SCh’’ w Trzebieszowie .
Mając na myśli pewne plany Wacław zapisał się na kurs do Cechu w Lublinie i ukończył kurs na Mistrza Młynarstwa w 1950 roku.
…………………………………………………………………………………….
…………………………………………………..
Dla przykładu i jako ciekawostkę podam pewne fakty powstawania fabryk po wojnie w Polsce:
-1951 r - po byłej fabryce „Pocisk” w Warszawie powstał Zakład Naprawy Samochodów , następnie
przekształcony na Warszawską Fabrykę Motocykli WFM – w tym też roku wyprodukowano 100 motocykli WFM , a już w 1962 roku produkcja wynosiła 62 tysiące motocykli.
- w 1947 r. produkowano pierwsze traktory Ursus C-45 Sagan,
-w 1957 samochody „Syrena”
-w 1959 r. Ciągnik Ursus C -325

Motocykle WFM w 1956 r .można było kupić za tzw . talony zbożowe należało przedstawić kwity sprzedaży do punktów skupu zboża dokumentujące sprzedaż 100 kwintali np. żyta.
Wacław kupił taki motocykl za takowy talon , około 1956 roku, następnie sprzedał WFM na kolonię Grochówka dla Grochowskiego, a zakupił motocykl węgierskiej produkcji
Pannonia 250 .


Tutaj wraz z odebraniem własności młyna odebrano możliwość podjęcia zatrudniania w tym młynie przez jego właścicieli dotychczasowych tak Wacława jak i Jana .
Na stanowisko Kierownika Młyna zatrudniono starszego kawalera z pod Łukowa Pana Tadeusza Izdebskiego . W drodze nakazu administracyjnego miejscem zamieszkania dla Pana Izdebskiego był oddzielny pokój z oddzielnym wejściem w domu mieszkalnym Wacława i Zofii Kalickich . Trudno jest mi opisać pierwsze dni pobytu w naszym domu pana Tadeusza, z mojej pamięci lat dziecięcych wzajemne relacje były bardzo przyjazne , wręcz śmiem twierdzić rodzinne.

W 1956 nastąpiła pewna „odwilż „ w rządach elity warszawskiej, zmieniono niektóre niepisane zasady prawa,, i już w nowym województwie warszawskim do którego przeniesiono Grochówkę i Tęczki , rok później i Maciejowice i już właściciele byłych obiektów niby przemysłowych mogli powrócić do swoich zakładów rzemieślniczych .

Sytuacja zmieniła się w maju 1956 r. . Nasz tata z tą datą został zatrudniony na stanowisku kierownika młyna, zatrudnienie to trwało do końca żywota Wacława tj do stycznia 1969 r.
Z dniem 1 stycznia z powiatu łukowskiego odłączono wsie Grochówkę i Tęczki a rok później , wieś Maciejowice i przyłączono do województwa warszawskiego powiatu siedleckiego .
Tata w tym pierwotnym okresie po 1951 r. zatrudnił się na młynie w Hadynowie u Jana Jaszczuka ,który dzierżawili Michał Łukasiewicz z Krzymoszyc – brat Zofii Kalickiej - i Sierhej z Wólki Krzymowskiej . Trudno jest mi powiedzieć jak układała się współpraca między szwagrami - Wacławem a Michałem .
Następny okres czasu zatrudnienia Taty 1956 – 1969 jest już dla mnie znany. Było to jednak tylko 15 lat, p i ę t n a ś c i e lat . Młyn w szerokiej okolicy był bardzo znany , a więc i furmanek konnych na placu nigdy nie brakowało , to raczej plac postojowy przed młynem stał się zbyt mały, kolejki wozów często oczekiwały na poboczu szosy. Owszem młyn gospodarczy w Grochówce nie był mały mając na względzie budynek w stosunku do innych młynów np. w Międzyrzecu ale wydajność , jakość mąki ,szczególnie pszennej / i obsługa przemawiały za jego wyborem przez okolicznych gospodarzy .
W tym czasie o ile dobrze sobie przypominał w okolicy pracowały tylko dwa wiatraki w niedalekich Jakuszach, pozostałych już wiatraków w okolicy nie było .Dawniej przed 1945 rokiem były prawie w każdej wsi . – w Krzesku, Łubach, Kosnach , Zawadach , Grochówce, Maciejowicach /o tym wiatraku potem będzie jeszcze mowa / Pietrusach k/Hadynowa dwa wiatraki/ , w Trzebieszowie były dwa młyny wyposażone w motory spalinowe w budynkach murowanych,
w Międzyrzecu Podlaskim było cztery młyny w tym jeden przejęty przez magistrat czyli Zarząd Miasta . /o tych młynach również w swoim czasie będzie mowa / .
W okolicy były młyny jeszcze w Trzebieszowie, Zaolszyniu, Zbuczynie . Gołaczach ,Wielgorzu, Mordach Łosicach, Niemojkach , Platerowie, Rogozneczce za Międzyrzecem , Łuniewie, Krzymoszycach i w wielu jeszcze miejscach , może już zbyt odległych ale nie sposób mi ich znać i wymieniać .

Tych właśnie piętnaście lat w mojej pamięci zostało na długo i może dlatego chciałbym przez swój sentyment zapisać dla potomnych, ponieważ te lata już nigdy nie wrócą w rzeczywistości . Ale czy te lata dla mnie tylko takie były , czy też dla pozostałego rodzeństwa.
Zapewne rodzeństwo także kochało rodziców i będzie ten zapis dla nich także miły . Zapis ten będzie bardzo miły dla ciotecznego rodzeństwa, a także dla wielu znajomych rodziców lub raczej ich dzieci , jak też i dla naszych znajomych i przyjaciół .




We młynie w Grochówce w latach 1956 – 1969 zatrudnieni byli oprócz Wacława :

Sawicki Wacław w latach przedwojennych , w czasie okupacji i po wojnie
gdzieś do roku 1956
Jamiuk Stanisław z Krzewicy – od 1958 r .poprzednio pracował na lotnisku Krzewica
ur. 18 sierpnia 1931 r . zm. 16 . II . 1995 r.
Skultecki Eugeniusz z Grochówki
Łubik Józef z Krzewicy - jako młynarz i motorowy
Lejnert Marian z Grochówki /przy szosie / jako motorowy zm. 5.II . 1985 r. lat 78
Maciejewski Józef z Tłuśćca zm. W 2010 r. mając ok. 50 lat .
Wysokiński Feliks z Grochówki
Grochowski Jan z Grochówki – przez krótki okres czasu w latach 60 -tych
Borkowski Henryk z Krzeska - jak mi sam opowiadał nie wymieniając okresu zatrudnienia ale zapewne po 1945 roku po powrocie z Łagrów na Wschodzie .

Łubik Józef ur 17.IX.1939 r. tak opisał swoją pracę w młynie Grochówka i innych młynach
W 1955 r. – zostałem przyjęty na przyuczenie do zawodu do RPMG w Siedlcach , na młyn
w Grochówce .
1956 r . zostałem wysłany na kurs młynarzy do Tarc koło Jarocina woj. . poznańskie.
Po ukończeniu 3 miesięcznego kursu już pracowałem jako młynarz, bo młyn w tych latach miał tyle pracy, że musiał pracować w sezonie zimowym na trzy zmiany. Na jednej pracował Jamiuk , na drugiej Sawicki i na trzeciej ja Łubik. Do pomocy mieliśmy ludzi z okolic.
W maszynowni pracował Lejnert Marian z synem na zmianę i inni.
Ja natomiast przez te lata co pracowałem w RPMG byłem przerzucany na różne młyny w Siedlcach, pracowałem w delegacji i w Łosicach. W sumie na młynie w Grochówce i na motorowi pracowałem z przerwami. W 1962 r. zostałem powołany do odbycia służby wojskowej . Po odbyciu służby wojskowej w 1964 pracowałem jeszcze w młynie ,
ale daty to dokładnie nie pamiętam .
Ja Mieczysław pamiętam Łubika , miałem wtedy już ponad 10 lat . Józek zrebił sobie sam sztangę z jakiegoś wału i nakładał koła pasowe i tak ćwiczył podnoszenie ciężarów, był niski , ale krępy . Ja nie dawałem rady podnieść takiego ciężaru nawet z miejsca – przyglądałem się jak on to doskonale robił, nawet się nie czerwienił .

Opowiadał mi p. Kołkowicz z Międzyrzeca , że we młynie w Grochówce czasowo ukrywali się członkowie BCh,
Na ile jest to prawdą – trudno ustalić, być może w którejś monografii jest o tym mowa .

Gdzieś w latach 1978-82 przyjechało kilku panów czarnym samochodem na plac młyński i rozprawiali jak się zorientowałem o czasach dawniejszych w tym i o czasie okupacji , ale konkretów nie usłyszałem .
W czasie , gdy żołnierze radzieccy wracali do domów po rozwiązaniu ich jednostek na zachodzie Polski np. Oleśnica zatrzymał się samochodem jeden oficer z synem w Grochówce przy młynie i opowiadał w mojej obecności, że tutaj będąc kawalerem stacjonował w latach 50 –tych jako żołnierz .


Elektryfikacja wsi Grochówka przeprowadzona w 1966 r przyniosła duże zmiany
Po zelektryfikowaniu młyna w 1966 r nie zatrudniano już motorniczego . Przeróbki instalacji elektrycznej były konieczne , była instalacja tylko świetlna z prądnicy o napięciu 110 volt. Zaprojektowano oddzielny nawet transformator i ustawiono na działce Krasuskiego Bolesława . Wszelkimi zamówieniami zarówno na silniki i koła pasowe do tych silników Zajmował się Wacław z pomocą syna Wiesława za aprobatą Przewodniczącego Gromadzkiej Rady Narodowej w Krzesku , a był nim Grochowski Stanisław z Grochówki kolonia . Naprawy olejaków i innych urządzeń elektrycznych dokonywał sam kierownik młyna lub wezwany elektryk .
Najprawdopodobniej wraz z upaństwowieniem młyna w 1951 roku dokonano wymiany walcy na inne bardziej wydajne. metka fabryczna wskazuje 1951 r produkcji . Młyn wyposażony był w dwie pary walce 600 i 1200 mm , co oznacza długość/szerokość roboczą 60 i 100 cm / technologicznie 600 i 1000 mm /
Jak mi wiadomo czynne były jedne i drugie walce tylko jednostronnie , druga strona stanowiła tylko zasób wymienny / na części wymienne lub zapasowe /.Tuż przed 1970 rokiem z produkcji wyłączono kamień używany do przemiału zboża n a osypkę, małe ilości przemiałowe, a w wolnych przestojach używano do tego walcy 1000 mm.
Następnym bardzo ważnym urządzeniem to kamień młyński , służył kilkadziesiąt lat do mielenia zboża na śrutę /zwaną także osypką / . Za mojej pamięci nie był już używany kamień do przemiału zboża na tzw razówkę wraz z odsiewaczem tzw graniastym / sześciokątnym / wyposażonym w odpowiednie gazy z tworzywa sztucznego o oczkach 1-2 mm .
Podobnie też walce do obróbki żyta i pszenicy współpracowały z odsiewaczami graniastymi / sześciokątnymi / do sortowania zmielonego zboża czyli kaszek i mąki . Kaszki były 2 – 3 razy poddawane obróbce przez walce . Walce to takie urządzenie które rowkowane pod odpowiednim kątem obracały się ‘’ na siebie ‘’ w szczelinę miedzy tak obracające się walce równomiernie na całej szerokości wprowadzane było ziarno zbóż / pszenicy lub żyta / celem rozdrobnienia – przemiału .
Do wszelkich przemieszczeń do góry zboża , kaszek , mąki używano podnośników kubełkowych w obudowach drewnianych / można to zobaczyć na zdjęciach w tekście lub na końcu opracowania.
Pas do którego małymi śrubkami przymocowane są kubełki zwie się pas gurtowy / płócienno- sznurkowy/
Który pracuje w małym obciążeniu i przy stosunkowo niskich obrotach/ w specjalnych okienkach wolno przesuwające się kubełki można bez pośpiechu dokładnie odliczać kolejno jeden po drugim choć są blisko siebie.
Dla znającego temat powyższy opis zdaje się być śmieszny , a być może niepoważny .
Przed poddaniem zboża obróbce mechanicznej najpierw ziano musi być oczyszczone i odpowiednio obrobione.
Do tego celu używane są wialnie , tryjery i odsiewacze siatkowe . We młynie w Grochówce nie było wialni.

Ale jest odsiewacz graniasty siatkowy i tzw tryjer.
Tryjer jest to urządzenie w postaci walca o średnicy ok. 40 - 60 cm , na obwodzie od wewnątrz gęsto jeden obok drugiego dołki w które w momencie obracania się walca wpadają nasiona drobnych chwastów i inne zanieczyszczenia i podnoszone w górę, a potem gdy znajdą się bliżej górnego położenia opadają w rynienkę obrotowych prawych umieszczoną w środku wewnątrz obracającego się walca którą zsuwają się podczas bardzo drobnych ruchów poza urządzenie na zewnątrz .
Odsiewacz graniasty siatkowy to nic innego jak pewnego rodzaju wialnia w której nie wykorzystuje się podmuchu powietrza. W urządzeniu tym w obracającym się bębnie odsiewane są rożne nieczystości, w tym też drobne kawałki nawet sznurków lnianych, parcianych i wiskozowych , a ponadto jak zauważyłem ma to na celu uniknięcie i tak już dość dużego zapylenia..
Innymi niezbędnymi urządzeniami wyposażenia młyna są odsiewacze czyli sortownice mąki oraz system wyłapywania kurzu tzw komora pyłowa z odprowadzeniem na zewnątrz budynku .
We młynie w Grochówce miały zastosowanie odsiewacze cylindryczne , co uwidocznione jest na zdjęciu .
Na zdjęciu ukazany jest też inny typ odsiewacza – komorowy z wykorzystaniem wibracji poziomej .
Ten typ urządzenia znacznie jest oszczędniejszy w stosunku do zajmowanej powierzchni użytkowej, podłogowej
Urządzenia te były montowane w małych powierzchniowo budynkach młyńskich np. w Łuniewie , Krzymoszycach, Hadynowie, Izdebkach – Wąsach , Międzyrzecu podl. / wymieniam te młyny które znam lub znałem osobiście, bądź też z opowiadań wiarygodnych osób znających temat dokładnie .
Komory kurzowe lub tzw rękawy kurzowe to niezbędne wyposażenie młynów mające na celu ograniczenie zapylenia, którego trudno jest wyeliminować zupełnie.
Często w różnych publikacjach poruszany jest problem pylicy i reumatyzmu u osób pracujących na stałe w młynach. Nie mogę opisywać jak ten problem jest rozwiązany w częściowo czy całkowicie automatycznych młynach – nie przebywałem w takich młynach jedynie w automatycznych Mieszalniach Pasz w Węgrowie i Ładnej k/ Nowego Targu , w tych obiektach również nie wyeliminowano całkowicie zapylenia .

W procesie technologicznym bardzo ważna jest znajomość całokształt wszystkich jego składników jednostkowych .Tutaj , tak jak i w innych zawodach liczą się umiejętności i wyczucie w „dłoni i palcach „ stopnia rozdrobnienia ziarna przy każdym jednorazowym przejściu mlewa przez walce- mlewniki , uwydatnia się to poprzez uzyskanie właściwego rozdrobnienia, minimalizując jednocześnie koszty i tak:
- ograniczyć do minimum ilość przepustów przez walce- mlewniki poszczególnych sortów mlewa, a w tym ważne są poszczególne już uzyskane kaszki – produkt pośredni,
- uzyskanie właściwego złożenia walcy to znaczy; ustawić taką szczelinę pomiędzy jednym a drugim walcem, aby otrzymać właściwą jedność kaszki , która po ponownym wprowadzeniu na walce zostanie zmielona po uprzednim przesiewie przez odsiewacz graniasty da nam odpowiedniej jakości mąkę .
Typy mąki będą omówione w innym miejscu opracowania – w tym też różne typu do różnych wypieków .
W wyposażeniu młyna było także urządzenie do robienia kaszy z gryki czy jęczmienia . Było one używane rzadko i do ok., 1967 roku . Potem uległo awarii , której nie usunięto i tak już zostało do końca .

Opisy o mąkach - najprawdopodobniej będą to kopie z różnych publikacji

Tak w ogólnym zarysie wygląda proces technologii uzyskiwania mąk we młynie w Grochówce , co wcale nie oznacza indywidualności tego młyna w stosunku do innych młynów. Zasady produkcji są raczej takie same w każdym młynie , jednak specyfika przemiału tkwi jako zagadka lub raczej tajemnica każdego młyna i jego obsługi

Poszczególne tajemnice każdy młynarz jak też i inny fachowiec pozostawia dla siebie lub przekazuje swoim następcom – w przypadku mego Taty Wacława zapewne swoje „kruczki” przekazał synowi Wiesławowi urodzonemu w 1937 r, którego wykształcił z Jego aprobatą na młynarza – Technikum Młynarskie w Krajence k/ Piły , którą ukończył w 1957 /58 roku , zdobywając pierwsze doświadczenia praktyczne na produkcji w Grochówce , w tym też i pracował na młynie w Grochówce w czasie choroby Taty w latach 1967-69, a po śmierci Matki Zofii był początkowo pracownikiem a potem kierownikiem młyna w 1970 –71 roku, po Wiesławie przez ok. 5 lat kierownikiem był syn budowniczego młyna Józefa Kalickiego - Jan Kalicki ur w 1911 r.
Przekazywanie umiejętności w rodzinach nie należy do reguły, ale jest często spotykane w różnych zawodach z ojca na syna , czy też z matki na córki . Dla przykładu podam ,że córka młynarza Łukaszewicza Michała z Krzymoszyc też ukończyła szkołę młynarstwa i mąż jej też młynarz . Różne umiejętności są też przekazywane tak jakby genetycznie , tak jak cechy osobowe.
Następnym etapem moich rozważań o młynach będzie przenoszenie napędu z motoru poprzez transmisję z udziałem pasów parcianych i ze skóry na koła pasowe poszczególnych maszyn .
Dobór odpowiednich wielkości kół jak opowiadał mi pan Wojtowicz Paweł z Międzyrzeca był jednym z zasadniczych pytań na egzaminach czeladniczych czy mistrzowskich prowadzonych przez Cech w Lublinie.
Tam egzamin zdawał m. in. Kalicki Wacław i Wojtowicz Paweł , choć w innych terminach .
Dla bezpieczeństwa transmisje i wszelkie przekładnie pasowe są w odpowiedni sposób zabezpieczone przed wszelkimi osobami. Te koła pasowe i wszelkie przekładnia są czasami dość skomplikowane, tak przykładowo jest z napędem kamieni młyńskich , gdzie z pionowego ustawienia koła pasowego napęd przenoszony jest na koło usadowione na osi pionowej w pozycji poziomej . Przy tym układzie charakterystyczny był na owe czasy sposób umocowania wału pionowego nośnego kamienia młyńskiego, że nie ulegało to szybkiemu wytarciu, a przez to unikano przestoju z powodu awarii i konieczności naprawy czy też wymiany . Dla przeciętnego człowieka klienta przebywającego we młynie jest to rzecz nieznana. Takich nieznanych „różnych zagadek „ we wszystkich mechanicznych urządzeniach jest wiele. Wrócę do wiatraków ,w pewnym momencie i tam także jest dużo takich „zagadek „ jak na przykład dobrać wypełnienie skrzydeł wiatraka do wielkości siły wiatru .
Transmisja jest to swego rodzaju zestaw wielu kół osadzonych na jednym wale, które napęd biorą z silnika parowego przy młynach motorowych, z koła wodnego –turbiny przy młynach wodnych, ze skrzydeł w wiatrakach .

W taki to oto sposób doszliśmy do najważniejszej maszyny poruszającej wszystkie urządzenia młyńskie .
Młyn Grochówka wyposażony był w niewielkiej wielkości motor parowy. Woda, przetwarzana na parę podgrzewana była drewnem zakupywanym najprawdopodobniej w większych majątkach ziemskich posiadających większe skupiska lasów, ponieważ i drzewa było potrzeba większe ilości .

Zaopatrzenie w opał do „Parowca „ w Grochówce , ale przed 1939 rokiem dokonywano za pośrednictwem dziedzica majątku Krzesk p. Marchockiego z lasów do niego należących – lasu Krzesk o pow ok. 150 ha, a także z lasu „Borowina” o tej samej powierzchni . Najprawdopodobniej używano drzewa „ścisłego „ , a więc dębowego, grabowego rzadziej sosny czy osiki . Takie „ścisłe „ drzewa charakteryzują się większą kalorycznością i trzeba go stosunkowo mniej objętościowo w utrzymaniu wysokiej temperatury w piecu . Z opowieści jest mi wiadomo, że drwalka na drzewo znajdowała się przed budynkiem młyna . W budynku , a raczej w szopie w czasie kiedy utwardzano Trakt Brzeski pospolicie zwany szosą warszawsko – brzeską przechowywano różne narzędzia potrzebne do prac drogowych .
Pokrótce opiszę teraz / montowany prawdopodobnie 1946-1949 rok / najbardziej zapamiętany motor młyński „Wintentur „ określany z niemieckiego Holzgaz otrzymujący do rozruchu i potem gaz generatorowy z węgla, najczęściej z koksu . Koks spalany był w dość dużym piecu z grubej blachy / 5-10 mm / wewnątrz wyłożonym cegłą czerwoną paloną mający od góry wsyp węgla i nożną przesłonę metalową , Wchodząc po metalowych schodkach z poręczą dokonywano wsypu wiadrem węgla .
Dobrze pamiętam jeszcze dostawę pewnie okm 100 ton koksu na plac za młynem w roku 1964 czy 1966 założono wówczas całe podwórko , że do motorowi trzeba było po koksie przechodzić do drzwi .
Przy rozpalaniu pieca , a także przy rozruchu motoru do wywołania większego płomienia stosowano ręczny na kolbę wentylator umieszczony tuż przy piecu . Obok tego pieca był drugi podobny, ale ten wypełniony kosem spełniał rolę filtra . Już z tego filtra gaz ze spalanego koksu zasysany był do komory spalania głowicy. Tutaj gaz sprężony ruchem tłoka średnicy 40 – 60 cm otrzymując iskrę od magneta zapalony powodował ruch posuwisto zwrotny tłoka . a ten przenoszony był na koło pasowe tuż przy kole zamachowym . Następnie poprzez pas obowiązkowo skórzany napęd przenoszony był na wolne koło transmisji. Następnie pas przesuwany był specjalną zasuwą na bierne koło transmisji nadając jej odpowiednią prędkość. Stosowanie wolnego koła transmisji miało na celu uruchomienie motoru bez zbędnych obciążeń dodatkowych. Ten sposób stosowany był też w młynach napędzanych jednym dużym silnikiem elektrycznym np. ostatnio widzianym i ukazanym na zdjęciu młyna w Wielgorzu p. Kisielińskich .
Tak przy wszystkiego rodzaju silników trudności z uruchomieniem powodowane są bądź słabym dopływem paliwa lub też niedostateczną iskrą zapalającą .
Uruchomienie często trwało nawet godzinę, zważywszy , ze rozpędzenie koła zamachowego dość dużego o średnicy ok. . 1 metra i ważącego pewnie nie mniej jak tonę to wysiłek dla kilku chłopów. Przy każdorazowym uruchomieniu obecni byli wszyscy pracownicy młyna wraz z obsługą / 2 młynarzy, motorowy i Wacław / .
Ulatniający się mimo woli gaz czuli wszyscy obecni w motorowi .
Dla wyjaśnienia podaję, że magneto to urządzenie małe, które podczas półobrotu wytwarzało prąd indukcyjny wytwarzając sekundową iskrę wprowadzaną do komory spalania .
W momentach uruchamiania motoru opanowanie nerwowe Taty Wacława było wręcz zaskakujące i niewyobrażalne . Być może był to jeden z faktów wielkiego szacunku do tego człowieka –naszego Taty .
Tak ten jak i poprzedni silnik spalinowy oparty był na ułożyskowaniu panewkowym , które wymagało bardzo częstego doglądania i sprawdzania prawidłowości pracy tzw. „kropelkowego „ dawkowania oleju smarowniczego .
Szklane pojemniki i widzialne wzrokowo kropelki do dnia dzisiejszego pozostały w mojej pamięci .
Do chwili obecnej , choć bez szkła przechowuję takie urządzenie , które tak jak i wiele innych wykonane jest z mosiądzu podnosząc walory wizualne , a w moim wypadku takie urządzenia wzbudzają sentyment.
Do takich urządzeń sentymentalnych należy zauważony w wiatraku P. Golbiaka w Krzesku tak zwany regulator obrotów, a raczej urządzenie przeciwdziałające lewym i nadmiernym obrotom silników .
Gdy już nadarzyła się okazja zakupu bardziej nowoczesnego i oszczędniejszego silnika na olej napędowy w Łukowie skorzystano z tej oferty.
Okazało się jednak, ze sprężarka jest zużyta i dlatego do jego uruchomienia stosowano nadal wykorzystanie starego motoru „Wintentur „. Ten motor miał już znacznie cichszy „wark” i inne tchnienie komina , słychać było ciche „pach, pach” . Wyeliminowanie motorów spalinowych nastąpiło poprzez elektryfikację .
Zmiana motoru i elektryfikacja nastąpiła podczas przynależności do Gromadzkiej Rady Narodowej w Krzesku.
Ówczesna polityka nastawiona była raczej dla dobra i oczekiwań społecznych, a nie jak w chwili obecnej na konieczną maksymalizację zysków z pominięciem oczekiwań ogólnospołecznych .

Opisu sytuacji po elektryfikacji proszę szukać w tekście .

Po wyzwoleniu z pod okupacji hitlerowskiej w pomieszczeniach na dole młyna, w których poprzednio mieszkano w drodze nakazu zamieszkali żołnierze radzieccy nadzorujący i konserwujący napowietrzną linię telefoniczną Warszawa – Moskwa. Istnieje także do dziś dnia choć nieczynna od prawie 30 lat linia ziemna .
Żołnierze przebywali do ok. 1956 r. Pani Górecka z Wólki Krzymowskiej wówczas jako panienka, pomagając w prowadzeniu domu Zofii Kalickiej bardzo miło wspominała kilka lat wstecz tych młodych żołnierzy.
Czesław Wysokiński / były sołtys Grochówki / także potwierdza tę wersję opowiadania .
W latach 50 –tych pracownik młyna p. Sawicki tak pokłócił się z którymś z żołnierzy, że ten mając giwerę w ręku pędzał go , a Sawicki wpadł do sieni domu Kalickich i zamknął na zasuwę drzwi wejściowe. Nieznane są bliższe okoliczności tego zajścia .
Ja Mieczysław, będąc wówczas kilkuletnim chłopcem także trochę pamiętam tamten czas. Pewnego razu przyjechali żołnierze wojskowym samochodem skrzyniowym , na której po bokach były ławki do siedzenia , a między ławkami na podłodze leżało dużo bochenków chleba . Po pewnym czasie, po kilku latach na drewnianej ocapie znajdowano kulki karabinowe . Jednak nie bawiliśmy się nimi tylko oddaliśmy je ojcu Wacławowi .
W pomieszczeniach tych w latach 63- 66 magazynowane były nawozy mineralne luzem – przeważnie sól potasowa czy superfosfat pylisty – tymi sprawami zawiadywał Grochowski Bolesław z Grochówki .
Po 1975 roku przeniesiono sklep spożywczy ze wsi Grochówka do tych pomieszczeń młyna. Sklepową została Barbara Żelechowicza z Sąsiadki, ponieważ taką nazwą określano wówczas jeszcze tą część Grochówki .
Już w latach 70 –tych sklepową do 1993 r. byli Helena i Czesław Wysokińscy „Bronciów „ z Grochówki .

W roku 1991 „ już po Okrągłym Stole 1979 r . „ staraniem w ministerstwach Hanny Korpus Kalickiej córki współwłaściciela Jana Kalickiego i Mieczysława Kalickiego syna współwłaściciela Wacława nastąpiła w czerwcu 1993 rok reprywatyzacja młyna bez jakichkolwiek odszkodowań .

…………………..

Do tej pory ministerstwa nie ogłosiły Dekretu czy Ustawy reprywatyzacyjnej . Stan zarówno samego budynku młyna jak i wewnętrznych urządzeń pozostawia wiele do życzenia co uwidocznione jest na przedstawionych zdjęciach z tego roku 2010.


Jeśli chodzi o roszczenia odnośnie kamienic poniemieckich sprawy w sądach polskich mają się całkiem dobrze .
Minęło wszak 17 lat od tego momentu, jednak dewastacji nie da się cofnąć .


Próby upłynnienia młyna nie mają powodzenia. Nie należy spodziewać się uruchomienia młyna dla celów zarobkowych , raczej tylko jako skansen – ocalić od zapomnienia. Nie ma jednak osób skorych na takie sentymenty . Nowi właściciele- spadkobiercy Jana i Wacława , w pierwszym pokoleniu było ich siedmioro i nie są zainteresowani zagospodarowaniem młyna i zabezpieczeniem przed dalszą dewastacją warunków atmosferycznych . Taki los spotkał dawne młyny wodne, wiatraki i spotyka młyny motorowe i elektryczne .
Taka sytuacja dotyczy także wielkich fabryk , kopalń , hut , stoczni, ale to już inna kwestia.
O ile zdołam zdobyć zdjęcie motoru „Wintentur „ od pasjonata i historyka zajmującego się ginącym młynarstwem w powiecie garwolińskim będę bardzo ucieszony , a czytelnikom tego opracowania w istotny sposób przybliżę walory wzrokowe tego „sympatycznego ‘’ urządzenia mechanicznego .


Więcej niż troszeczkę o innych młynach i wiatrakach .

Przy poznawaniu niektórych młynów w okolicy Zbuczyna pomocną rękę podała mi m koleżanka , była Wójt Gminy Zbuczyn Karolina Radzikowska z Biernackich / Izdebskich / spokrewniona z rodziną Kalickich ale z Wąsów.

Po drodze do Karoliny zam. w Rętkach sfotografowałem budynek młyna w Zbuczynie i Gołaczach udając się nieco okrężną drogą do Wielgorza, Gm . Mordy.
Na miejscu w domu młynarza /byłem wraz z żoną Jadwigą / zapoznani zostaliśmy z pięknymi obrazkami – obrazami olejnymi malowanymi ręką p. Kisielińskiej – małżonki młynarza..
W czasie już wstępnej rozmowy wiemy, że gospodyni pochodzi z rodziny młynarzy z Lubelszczyzny .
Zdjęcie tego młyna będzie zamieszczone.
Współwłaściciele młyna w Wielgorzu – Jan i Zbigniew Kisielińscy dokonali wpisu do ewidencji działalności gospodarczej 9 . X.1989 r. Gminy Mordy , młynarstwo , kończąc działalność z końcem 2002 roku .
Pan Zbigniew Kisieliński ur. 5.XI 1926 r. w 2002 roku osiągnął wiek 76 lat , kończąc swoją pasję .
Zwiedzając wewnątrz młyn zastałem w nim wzorowy porządek i czystość m, pomimo upływu 7 lat od zaprzestania świadczenia usług . Dyplom mistrza uzyskał w Ośrodku Góra Kalwaria 11 grudnia 1963 roku pod nadzorem Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie .
Młyn w Wielgorzu stojący nieco na uboczu od główniejszego traktu wyposażony jest w duży ok. 15 – 25 kW silnik elektryczny, który napędzał urządzenia młyńskie tak jak i w innych młynach poprzez transmisję .
Ostatnio z młyna wymontowano jako zbyteczne kamienie młyńskie pozostawiono je na zewnątrz przy ścianie .W młynie prowadzono przemiał zboża na mąkę żytnią i pszenną .
Kilka lat wstecz jako pracownik GS „SCh” w Zbuczynie od swoich pracowników / Zbucki, Wierzejki , Jasiński, Brodzik,/ magazynierów słyszałem pochlebne wiadomości o młynie w Wielgorzu i nie sądziłem wówczas , że osobiście będę mógł to zobaczyć .
Załączonych kilka, czy też kilkanaście zdjęć z tego młyna uwidoczni nam jego wyposażenie techniczne standardowe dla małych w kubaturze młynów zgodnie z założeniem autora niniejszego opracowania.


Nieistniejący młyn w Izdebkach Wąsach obecna Gmina Zbuczyn
……………………………………………

O młynie i rodzinie młynarza otrzymałem opracowanie w 2005 roku od kol. Karoliny Radzikowskiej .
Z opracowania cytuję dosłownie ;

Józef Radzikowski brat babci był budowniczym młynów, zbudował wiatrak w Izdebkach -, Wąsach oraz Bzowie , a potem młyn murowany z cegły czerwonej w Zbuczynie . Wiatrak w Izdebkach Wąsach kupił od niego Izdebski . Jego córka Czesława Lugowska wraz z mężem prowadzili ten młyn do 1945 roku.
Pamiętam ten młyn wiatrak za wsią w kierunku wsi Izdebki Błażeje do ok., 1960 roku.
Jan Biernacki miał trzech braci : Józefa , Edwarda i Antoniego . Wszyscy mieszkali w Liwkach, parafii Huszlew i byli gospodarzami. Po ślubie Honorata Biernacka sprzedała swoją włókę ziemi za 1000 rubli w złocie, a następnie kupiła włókę ziemi w Liwkach
Dziadek i Babcia mieszkali w Liwkach do 1910 roku, tam urodziło się ich siedmioro dzieci. W 1910 roku sprzedali 2 włóki ziemi, 5 koni , 14 szt. bydła i przenieśli się do Zbuczyna na prośbę brata Babci – Józefa Radzikowskiego. W Zbuczynie urodziło się ich siedmioro następnych dzieci. Razem mieli więc 14 dzieci .
Młyn stanowił współwłasność naszego dziadka Jana Biernackiego i Józefa Radzikowskiego. Dziadek nasz zainwestował cały swój majątek w młyn. Po kilku latach Józef Radzikowski odstąpił swój udział Józefowi Bardzkiemu / obcemu /, a sam przeniósł się do Siedlec .
Różne były koleje sytuacji materialnej rodziny Biernackich wynikające z posiadania młyna jako jedynego
Źródła dochodu. . Kiedy w czasie wojny nie można było kupić ropy / oleju napędowego – przyp. Autora /
Dziadek zarabiał na chleb najmując się do pracy u gospodarzy . W latach 1924-1927 dochody z młyna pozwoliły na zainwestowanie 10. 000 zł. W budowę młyna prowadzoną przez syna Baltazara w Międzyrzecu Podlaskim
/ jedna morga ziemi = 0.56 ha kosztowała 200 zł / .
W 1927 roku zmarł w Zbuczynie Jan Biernacki . babcia została wdową w wieku 47 lat, mając do wychowania
8 dzieci w wieku od 3 do 18 lat oraz procesy ze wspólnikiem. Kłopoty i procesy zmusiły Babcię do podjęcia decyzji o przeprowadzeniu się ze Zbuczyna w rodzinne strony.
Był to rok 1933 . Przeprowadzka do Izdebek Wąsów , mieszkanie u obcych ludzi, spanie na podłodze, przeniesienie domu ze ZBUCZYNA, ZESTAWIENIE GO POD WSIĄ Izdebki Wąsy z zamiarem uruchomienia mielenia, ponowne przeniesienie domu z Izdebek Wąsów na Żurawiniec , poniewierka, niedostatek i głód, w końcu uruchomienie mielenia w 1936 roku w połowie domu i zamieszkanie w swoim domu- oto najkrótsza opowieść
o wdowim życiu Babci przez kilka lat. O Jej stresach i przeżyciach /z dużych pieniędzy do wielkiej nędzy /
niewiele wiemy, możemy sobie tylko próbować wyobrazić .
„Powiedziała jaskółka, że niedobra jest spółka „ – to przysłowie Babcia i Jej dzieci boleśnie odczuły, gdy ze Zbuczyna i młyna położonego przy szosie brzeskiej / międzynarodowej trasie Paryż – Moskwa / przenieśli się na gołe pole / nie swoje tylko dzierżawione / i musieli sobie poradzić . Z opowiadań Mamusi i cioci Hali mam utrwalone w pamięci, że w tym okresie rodzina bardzo cierpiała z głodu. Przez trzy miesiące nie jedli chleba,
a przez trzy dni nie jedli wcale, dopiro poziomki leśne pozwały im przerwać tę ‘’trzydniówkę ‘’. Ciocie Hala i Regina poszły bolasu i nazbierały 7 litrów poziomek / czy było to takie łatwe ? , ale konieczne /.
Do uruchomienia młyna głównym źródłem utrzymania było szycie dla okolicznych osób. Moja Mamusia
Janina, po nauce szycia w Zbuczynie była główną krawcową, a młodsze siostry Jej pomagały .
Wujkowie; Longin, Bolek i Franek pracowali na młynach w Wielgorzu, i Międzyrzecu Podlaskim u siostry i brata,. Babcia nie dopuszczała myśli, aby Jej dzieci mogły pracować u obcych.
O historii tej spółki usłyszałam po raz pierwszy w 1973 roku, gdy pracowałam w Zbuczynie jako główna księgowa Urzędu Gminy. Do dziś w Zbuczynie i rodzinie Bardzkich ( /wspólnika / istnieje przekonanie ,że Biardzcy skrzywdzili Biernackich . Młyn w Zbuczynie jest nieczynny od ok. 1970 roku i do dziś jest źródłem nieporozumień rodzinnych .
W naszej rodzinie zawód młynarza pełnili :
1. Anna i Ezechiel Kisielińscy w Wielgorzu oraz ich synowie :Zbigniew i Jan w Wielgorzu.
2. Baltazar i Filipina Biernaccy w Międzyrzecu Podlaskim oraz ich synowie : Medard i Ryszard
W Międzyrzecu Podlaskim.
3. Halina i Zygmunt Kisielińscy na Żurawińcu oraz w Sokołowie Podlaskim, ich syn Jerzy
W Sokołowie Podlaskim .
4. Bolesław i Aniela Biernaccy na Żurawińcu.
5. Longin i Czesława Biernaccy na Żurawińcu .
6. Franciszek i Barbara Biernaccy na Żurawińcu i w Dębem Wielkim.
7. Władysław Romaniuk prowadził wspomniany młyn w Zbuczynie, gdy był on w posiadaniu synowej wspólnika.

Dziś wszystkie te młyny są nieczynne, a na Żurawińcu żaden ślad nie pozostał po domu i młynie .

Zapisy z opracowania o rodzinie Jana i Honoraty Biernackich dokonanego w 2005 roku
przez wnuczkę Karolinę Radzikowską pełniącą poprzednio funkcję Naczelnika Gminy Zbuczyn .
I jeszcze jeden zapis ; bolesnym wydarzeniem w życiu rodziny było także aresztowanie w dniu 17 lutego 1945 r. przez NKWD- za działalność w Armii Krajowej – Longina
i Bolesława Biernackich , a następnie wywiezienie ich w nieznanym kierunku, a potem na Syberie, gdzie spędzili wiele lat . Wrócili – Bolesław w 1954 r. , Longin w 1955 roku .

Słów kilka o Żurawińcu – dziś Żurawinie nie figuruje na mapie ani w wykazie nazw miejscowości, tylko część gruntów należących do obrębu wsi Izdebki Wąsy i w obrębie wsi Kwasy nadal tak jest nazywana. W Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich tom XIV strona 860 zapisano: „Żurawinie wś i fol. Pow. Siedlecki, Gm. Królowa Niwa, par. Zbuczyn ma 3dm. 29 mk .

Biernaccy żony / mężowie

Baltazar 1899 – 1987 Filipina 1903 – 1990
Anna 1907 – 1982 Ezechiel 1885 – 1970
Bolesław 1910 – 1989 Aniela 1923
Longin 1914- 1970 Czesława 1923
Apolonia 1916 1998 Władysław Romaniak 1914 – 2003
Franciszek 1918 -1987 Barbara 1926- 1988
Halina 1921 Zygmunt Kisieliński 1912 – 1993

O młynie wujka mego Michała Łukaszewicza tak piszą jego dzieci córki Elżbieta i Barbara z książki Juliana Borowskiego „ Rodzina Łukaszewiczów z Podlasia „ 2007 r.
W 1944 roku w sierpniu w Krzymoszycach pojawili się żołnierze Armii Radzieckiej. Ponieważ gospodarstwo rolne było duże obszarowo, dla nowych władz byli „ kułakami „.
Nowe prawo nieprzychylne dla „kułaków „ nakładało na rodziców obowiązek dużych dostaw zboża, żywca, mleka, że trudno było związać „koniec z końcem ” .
Dlatego Tata podjął się pracy w młynie u siostry. Nowe doświadczenie miało duży wpływ na dalsze plany naszego Taty.
Gdy w 1946 roku trąba powietrzna zerwała dach z domu, rodzice postanowili wykorzystać i tak konieczny remont domu do pobudowania go tak, żeby w jego części założyć młyn.. Aby zdobyć środki na inwestycję sprzedali część ziemi na Hadynowie. Zgodnie z planem młyn zajął połowę domu, a do drugiej części dobudowano kuchnię . Okres przebudowy domu dla naszej rodziny był szczególnie pracowity . Na okres budowy młyna nałożyły się też inne kłopoty. Źródłem pierwszego z nich był podział ziemi między tatę , a jego rodzeństwo. Innym kłopotem była choroba córki Zosi, którą na szczęście po pewnym czasie wyleczono.
Niestety rodzice nie dostali zezwolenia na prowadzenie już pobudowanego młyna. Dlatego tata postanowił wziąć w dzierżawę młyn w Hadynowie od brata mamy – Jana Jaszczuka
/ Notabene ojciec chrzestny Mieczysława Kalickiego / .
W latach 1951-1956 cała rodzina przeniosła się do Hadynowa . Rodzicom wtedy powodziło się dobrze, w tym czasie kupili działkę w Ożarowie Mazowieckim i postanowili wybudować na niej dom . Natomiast siostrze taty i jej mężowi / Zofii i Wacławowi Kalickim / nie powodziło się tak dobrze . / w 1951 roku upaństwowiono młyn w Grochówce / .
Poprosiła ona o pomoc- tata zdecydował się przyjąć jej męża do spółki, to nie wyszło dobrze i Wacław pracował jako młynarz. W 1955 roku zmarła Babcia Kazimiera, po jej śmierci rodzina przeniosła się z powrotem do Krzymoszyc, rodzice otrzymali upragnione zezwolenie na uruchomienie młyna. Tata wrócił na swój młyn, Wacław szwagier do młyna w Grochówce w 1956 roku.

Krótko o młynie Hadynów , gmina Olszanka .

Właściciel młyna po wygaśnięciu umowy dzierżawy czy też jej rozwiązaniu ze szwagrem Michałem Łukaszewiczem i Sierhejem z Wólki Krzymowskiej podpisał umowę i innym dzierżawcą. Gdy nadarzyła się okazja Jan Jaszczuk sprzedał młyn. Nowy właściciel po pewnym czasie usunął urządzenia młyńskie, montując na dole w budynku duże kadzie i prowadził galwanizację różnych drobnych rzeczy.
Po nagłej śmierci syna Andrzeja Jaszczuka wielki pasjonat i kolekcjoner różności na Mazurach w zakupionym wiatraku odkupił od wdowy zmarłego właściciela młyn w Hadynowie zupełnie już przebudowany do celów mieszkalnych – dla swojej żony bratanicy.
Tak więc budynek powrócił do rodziny pierwszych właścicieli – Jaszczuków .
Rodzina Jaszczuków wcześniej zakupiła 1/3 część z dawnego dworu wraz z częścią budynków .







O byłym wiatraku w Maciejowicach do 1972 r.
gmina Trzebieszów obecnie gmina Zbuczyn

Syn właściciela Marian Urbanowicz pisze :
Zjeżdżając z szosy Warszawa – Brześć do Maciejowic na lekkim wzniesieniu poza wsią stał przed II wojną światową młyn – wiatrak należący do rodziny Urbanowiczów, którzy przybyli zza Łukowa .
W rodzinie Anny i Wacława Urbanowiczów urodziła się jedna córka i trzech synów w latach 1925 – 1932 . Urbanowicze przybyli do Maciejowic w 1928 r. Nabyty wiatrak był mocno zniszczony, naprawy dokonywał sam właściciel uruchamiając go w 1929 r. Na początku były sukcesy ekonomiczne do czasu, kiedy ruszył młyn motorowy państwa Kalickich w Grochówce. Konkurencja sprawiła, że było coraz gorzej. W lipcu 1939 roku wiatrak został sprzedany w okolice Mórd. Nowy właściciel nie zdążył go rozebrać i przewiedź w nowe miejsce. Kiedy w tym samym roku weszli Rosjanie to szukali młyna, bo był na planach- mapach . W czasie wojny ojciec kupił inny wiatrak w Kornicy obok Radzikowa, który z własnej winy spalił się przez zaprószenie ognia od piecyka .
Po tym wydarzeniu ojciec dał zadatek 50 kwintali pszenicy na nowy wiatrak niedaleko Łosic.
Po wojnie miał dopłacić 50 kwintali pszenicy i wejść w posiadanie wiatraka.nie doszło do tego, bo nie było umowy notarialnej tylko domowa spisana umowa i świadków. Poza stratą 50 kwintali pszenicy był to wielki kłopot rodziny. To niepowodzenie zmusiło ojca do zakupu wiatraka w Łukowisku Przerabiał go na napęd motorowy .
26 czerwca 1946 roku ojciec został zabity na tym młynie .

Najmłodszy syn Urbanowiczów Marian / ur 1932 r./ w sierpniu 1950 r wyjechał do Gdańska. Podjął pracę w stoczni. Dziś jest na emeryturze , kontaktuje się z mieszkańcami Maciejowic
a także z poznanym miejscowym historykiem Mieczysławem Kalickim z Grochówki ,
któremu przekazał wiadomości o rodzinnych perypetiach z wiązanych z wiatrakami .


Przed dwu czy więcej lat wstecz znając moją pasję historyczną Jurek Golbiak z Krzeska
Królowej Niwy podał mi dwa artykuły z Gazety Współczesnej i tym sposobem przybliżył mi historię swojego wiatraka , którą w pewnym skrócie omawiam w tym opracowaniu .

Każdy z wiatraków ma swoje dzieje . Ma swoją historię także wiatrak stojący na górze we wsi Wojtachy gmina Korycin w Białostockiem . Z pokolenia na pokolenie należy do rodziny wiatracznych Skreczków. Wybudował go w końcu XIX wieku dziadek obecnego właściciela , Sabina Skreczki. Pan Sabin Skreczko podobnie jak jego dziad i ojciec jest młynarzem. Ostatnio przeprowadza Gruntowny remont wiatraka własnoręcznie dorabiając i wymieniając zużyte części. Jeszcze w tym roku znów ruszą skrzydła wiatraka młynarskiej rodziny Skreczków , by mleć ziarno na mąkę .

W innym opracowaniu prasowym pisano między innymi tak :

W Holandii wiatraków używano do odwadniania pól, w wszędzie głównie do mielenia zboża .
Wiele nieczynnych wiatraków holenderskich otoczono opieką i jako zabytki architektury i techniki są obiektami zainteresowania turystów Natomiast na polskie wiatraki głupota ludzka
wydała wyrok zagłady. Obcięto im skrzydła. A cóż jest wart ptak bez skrzydeł ? .
Wiele z nich zniszczono i rozebrano. Wiatraków w pierwotnym stanie zostało niewiele. Stanowią nadal nierozłączny element krajobrazowy okolicy . Ze względu na użycie jako
siły napędowej wiatru, ulokowane zostały na wzgórzach górujących nad okolicą i dlatego właśnie nadają swoisty wyraz krajobrazom polskiej wsi .
…..
We wsi Wojtachy pow. Sokółka z dala na wzgórzu widoczny jest taki pomnik rzemieślniczej techniki. Wiedziony żyłką szperacza pukam do drzwi chaty przy wiatraku. Zza stołu wstaje chudy, wąsaty, wysoki staruszek w okularach. Czy pan jest właścicielem tego wiatraka ? – Tak . I w ten sposób zaczęła się rozmowa .
Józef Skreczko liczy 85 lat. Fach młynarski dziedziczyło się w jego rodzinie z dziada pradziada. Naukę pobierał u ojca i innych młynarzy. A drugiego rzemiosła tj . budownictwa młynów wodnych i wiatraków nauczyła go bieda .
Na stole leżą podręczniki języka angielskiego. To jedyne książki w tym języku, jakie mógł zdobyć. Bo ta właśnie bieda wygnała Józefa Skreczko w 1907 roku do Stanów Zjednoczonych, by trochę dorobić się .Wrócił w 1911 r. Czytając te podręczniki wspomina dawne czasy . Stojący przy domu wiatrak zbudował w latach 1918 – 1923 . W okolicy nie było konkurencji więc i interes nieźle prosperował. Obróbka drewna na wiatrak odbywała się w całości ręcznie. Tracze ręcznie przecierali budulec . Reszta została wykonana ręcznie przy użyciu topora i dłuta .Większość pracy wykonał stary młynarz własnoręcznie. Staruszek nie ma siły pójść pokazać swój wiatrak, a może wzruszenie mu nie pozwala. Bo znalazł się ktoś, kogo zainteresował jego wiatrak. Daje więc klucz , abym sam obejrzał. Niepewnie skrzypią schody do wiatraka . Olbrzymim kluczem otwieram zamek wielkości
35 x 35 x 10 cm. Wewnątrz na pierwszym planie warsztat stolarski. Potem tajemniczy labirynt wiatrakowej maszynerii, wykonanej w większości z dębiny i grabiny . Wszystko wygląda jakby wczoraj zatrzymał się tu czas . Znieruchomiały drewniane tryby i olbrzymie koła pokryte mącznym pyłem i kurzem . Zszedłszy do dołu dowiaduję się, że ten klucz i zamek były ręcznie wykonane przez staruszka. Wiatrak pracował bez przerwy do 1960 roku. Starego młynarza opuściły wtedy siły i nie mógł wypracować na opłacenie wysokich podatków . Wtedy zatrzymał skrzydła i po raz ostatni przekręcił klucz w zamku .
Na szczęście piorun w 1966 r. lekko tylko uszkodził wiatrak. Wiatrak nie ma piorunochronu. Dalej osiągnięcia budowlane 1921, 1923 i wiadomości o pracowitości.
Załamującym ze wzruszenia głosem staruszek mówi : oddałbym dla państwa za darmo jako zabytek, bo zniszczenie i rozebranie byłoby grzechem nie do przebaczenia .

W jakich okolicznościach i jakim sposobem przewieziono ten wiatrak do Krzeska pozostanie tajemnicą jego obecnego właściciela.

Ja Mieczysław byłem kilkakrotnie w tym wiatraku, podziwiałem jego konstrukcję nośną,
wspaniałe wykończenie i przystosowanie do celów mieszkalnych jako H O T E L
Wyposażony został w pełny zakres wygód z łazienkami , sanitariatami .
Na zewnątrz wiatraka jak i wewnątrz prezentowane są różne relikty przeszłości nie tylko działu młynarstwa , ale także starodawne przedmioty codziennego użytku w gospodarstwach domowych chłopskich. Wszelkie oświetlenie gustownie zostało wkomponowane w drewniane koła od tzw. „żelaźniaków „ .

O wyposażeniu wiatraka najbardziej świadczyć będą niżej zamieszczone fotografie .

Zabytkowy wiatrak przy Gorzelni w Krzesku Mająyku
Młyn w Łuniewie
Młyny w Międzyrzecu Podl.
Młyny w Siedlcach
Wiatraki Głuchowskich w Jakuszach i Krzesku
Młyn k / Trzebieszowa
Młyny i wiatraki k/ Garwolina /z gazet /
Inne młyny z gazet
Ciekawostki o młynach, mąkach makaronach i kaszach
z różnych gazet i opracowań












Dodane przez ajan dnia marzec 06 2011 07:34:41· 0 Komentarzy · 2336 Czytań · Drukuj
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Piotrek

Witam Panie Janie. Od dłuższego czasu przeglądam Pana stronę.Najbardziej interesuje mnie historia pałacu w Krzesku, dlatego prosiłbym o większą ilość archiwalnych zdjęć. Wiem też że zdjęcia takie posi

niullak

Witam! Poznawanie historii przodków to wciągające zajęcie. I bardzo pouczające. Dlatego z chęcią dowiemy się więcej o naszej rodzinie z Kośmidrów smiley

johns37

Witam Pana Panie Janie!! Napewno Pan mnie nie pamieta i nie kojarzy z nikim. Ja Pana znam jako nauczyciela samochodówki, odo której w latach 70 uczęszczałem oraz widuję czesto Pana na spotkaniach Kl



305,718 Unikalnych wizyt

Powered by PHP-Fusion copyright © 2003-2006 by Nick Jones.
Released as free software under the terms of the GNU/GPL license.
 

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie