139. Dawne Sobicze k. Krzeska w pięknych wierszach Wacława Krasuskiego zam. w Bartoszycach.
Dodane przez ajan dnia Październik 28 2018 03:47:00
„Powstanie wsi Sobicze sięga czasów Stefana Batorego (1533-1586), który panował w latach 1576-1586. Prowadził on wojnę z Moskwą o Inflanty. W czasie z jednej z wypraw oblegali twierdzę Psków, której długo nie mogli zdobyć. Wtedy jeden z rycerzy – Jan Sobicz wpadł na pomysł, który przyczynił się do zdobycia twierdzy. Nakrył się snopami świeżo skoszonego zboża, wziął gar rozpalonej smoły, podkradł się pod bramę grodu i podpalił ją. Rycerze poprzez spaloną bramę wdarli się do środka i zdobyli w walce gród. Za ten czyn Stefan Batory po zakończonej wyprawie nagrodził Jana Sobicza dając Mu z dóbr królewskich pewną ilość ziemi. Nadanie ziemi odbywało się w ten sposób, że nagrodzony (w zależności od zasług) otrzymywał tyle ziemi, ile zdołał w oznaczonym czasie obejść lub objechać konno. Jan Sobicz na otrzymanych terenach założył wieś, którą nazwał od swego nazwiska Sobicze. Osadził tam swoją rodzinę oraz chłopów (swoich poddanych), którzy dla niego pracowali. Potomkowie Jana Sobicza mieszkają na tych terenach do dzisiaj, zresztą nie tylko w Sobiczach ale i w innych okolicach wioskach jako Sobiczewscy”.„ W 1882 roku, Sobicze wieś powiat siedlecki gmina Pióry Wielkie parafii Zbuczyn ma 25 domów 139 mieszkańców 594 morgi. W 1827 roku 24 domy 107 mieszkańców. Według Reg. poborowego powiatu łukowskiego z roku 1531 wieś szlachecka. W roku 1580 Jan Sobicz płaci od 4 włók, które sami orzą florenów 2, od 2 zagród bez ról groszy 8, od komornicy bez bydła groszy 2. Pan Piotr z sąsiady swemi od 2 włók, które sami orzą florenów 1, suma florenów 3 groszy 10.”Z kroniki krzeskiej. Legenda podaje; jeden ze sług drużyny królewskiej który miał przydomek "Sobicze" ( bo przy okazji mówił "są bicze dla krąbnych i nieposłusznych", wyratował króla z niebezpieczeństwa jakie mu groziło ze strony wielkiego niedźwiedzia. Król w nagrodę dał mu w tej okolicy kawał puszczy, w której sam się potem osiedlił z rodziną i dał początek wsi szlacheckiej Sobicze. Sobicze zajmują obszar 320 ha, mieszkańców ogółem 88 z tego w wieku 18-80 lat 50 w wieku pow. 80 lat 8 osób a domów 21. Wieś ta słynie z posiadania dobrych łąk i pastwisk, które są położone w dolinie rzeki Liwiec mającej tutaj prawie swe początki. Od wiosny do jesieni można tutaj spojrzeć na wypasające się bydło. W czasie sianokosów nie tylko mieszkańców, ale i przebywających często krewnych przyciąga specyficzny zapach siana. Poprzez liczne powiązania rodzinne część łąk jest w posiadaniu rolników z innych wsi. Tutaj część swoich mają Izdebki Kośmidry i Izdebki Kosny, a nawet łąkę ma mieszkaniec Grochówki. Nie znaczy to,że oprócz hodowli bydła nie prowadzi się chowu trzody chlewnej.Dzieci ze wsi Sobicze (choć jest ich dość mało) dowożone są do szkoły Podstawowej do Izdebek Kosnów, a do Gimnazjum do Krzeska.



Na fotografiach rodzice Wacława Anna i Paweł Krasuscy z dziećmi, Marian Krasuski zam. w Zawadach k.Łosicach, rodzina Sobiczewskich i dawne lata w Sobiczach. Kliknij Czytaj więcej.
Rozszerzona zawartość newsa
Sobicze wieś moja rodzinna, w której po raz pierwszy świat miły ujrzałem,
leży na Podlasiu, tam się urodziłem, tam się wychowałem.
Trud życia wiejskiego poznawałem, pierwsze lata szkolne zaczynałem,
wszystko co piękne, już tam dostrzegałem, przyrodę żywą uwielbiałem.
Barwy natury, na przykład w jesieni często spotykane w purpurze i czerwieni,
Albo te wiosenne w bieli i zieleni, ptaki śpiewające i barwne motyle.
Przeróżne owady najpiękniejszych odcieni, weźmy jeszcze kwiaty cudownej urody,
te co rosną w polu, lesie, ogrodzie i te co wyglądają z wody.
Obejrzałem tęcze wielokolorowe, słońca wschody i zachody,
pośród łąk nad Liwcem gdzie wierzby zielone.
Pośród pól uprawnych, grusze polne stoją zamyślone,
zatrzymują wiatry bardziej rozpędzone, mają różne kształty w niebo zapatrzone.
Inne ze starości dziwne wykrzywione, jakby się modliły zawsze pochylone,
a najbardziej wiosną widać ich urodę, są proste i strzeliste kiedy jeszcze młode.
Spójrz na nich z rana jak Ci będzie dane, ujrzysz wtedy piękne, rzadko spotykane.
Mój dom rodzinny
Z mych młodzieńczych wspomnień, co najczęściej miałem to był dom rodzinny,
gdzie się urodziłem oraz wychowałem.
Moja wieś rodzinna, cicha i spokojna i koniec dzieciństwa, rozpoczęta szkoła,
oraz druga Wojna Światowa.
Trudny okres nastał, zaginęła życia wszelkiego atrakcja. Wszędzie była wojna, później okupacja.
Wojna była długa, wszędzie Niemcy byli i same zniszczenia, co nam zostawili.
A mój do rodzinny, czemu sie bardzo dziwię, przetrwał trudy wojny, mężnie i szczęśliwie.
Był to dom niezwykły, był już bardzo stary, przetrwał obie wojny i liczne pożary.
Tylko strzecha jego, szybko sie starzała, ojciec ją naprawiał, by nie przeciekała.

Wacław Józef Krasuski urodził się w rodzinie rolniczej w powiecie siedleckim we Wsi Sobicze w 1931 roku, tam gdzie się łączyły historyczne ziemie województwa Podlaskiego, Mazowieckiego i Lubel-skiego, napisał to w swojej książce„ Jak ożywić wspomnienia” „Wieś była od dawna ukryta, pośród pól uprawnych i gdzie wierzby rosną na łąkach zielonych gdzie dużo rośnie przeróżnych drzew o srebrzystych liściach. Gdzie rzeka Liwiec ma źródło i bierze początek. Leżała z daleka od bitych dróg traktowych i dale-ko od postępu technicznego”. Jego rodzice to Paweł i Anna zd. Sobiczewska (przeżyła pełnych 100 lat w tym 80 w tej miejscowości). Jego rodzeństwo to: Marian zam. w Zawadach Gmina Przesmyki, Tadeusz i Klemens zam. Warszawa, Teresa z męża Biarda zam. w Kośmidrach i Zdzisław zam. w Sobiczach. Dzieciń-stwo spędził w swoje wsi Sobicze. Do Szkoły Powszechnej chodził 3 km polną drogą do Kosnów. Pamięta okres II Wojny Światowej. W 1949 roku dostał nakaz do pracy na Mazurach Gospodarstwo Rolne PGR Orneta. Tam się ożenił. W latach 50. Odbył zasadniczą służbę wojskową w jednostce specjalnej w Gołdapi. Później przeniesiono go do jednostki wojskowej w Siedlcach. Po ukończeniu Służby Polsce powrócił na Mazury. Otrzymał pracę w Kombinacie Rolnym PGR w Bartoszycach w dziale mechanizacji. Po ukończe-niu szkół i doszkoleń był dyrektorem kilku kolejnych zakładów PGR w powiecie nidzickim, bartoszyckim, lidzbarskim i kętrzyńskim w latach 1949- 1990. Naczelnym dyrektorem kombinatu PGR o pow. 40 tysięcy ha był Pan Gadzinowski. W okresie przemian ustrojowych przeszedł na zasłużoną emeryturę. Napisał też tomik 36 wierszy przeplatanych głownie tematyka religijną, przyrodniczą, przepełnionych wspomnieniami, nostalgią i romantyzmem. Utwory odzwierciedlają pasję autora; łowiectwo, pszczelarstwo a także fotogra-fię. Bardzo często w swoich opowieściach wraca do trudnych lat dzieciństwa, młodości, i miło wspomina strony dawnego Krzeska, Parafii i okolic.